Książki

Zbigniew robi je od lat. (Nie jest tu pierwszy, na pewno jest oryginalny. Oraz uparty.) Maluje, szyje, przerabia istniejące książki – od tego zaczynał  (o ile oczywiście nie uwzględniamy żartów).

Rozumiem, tak sądzę, tę jego motywację. (Jedną z nich: jest ich wiele, złożonych – pomijając choćby taką, jak naturalna „emocja rzemieślnicza”, ta prosta przyjemność wykonywania czegoś, jak to Jan Sunderland kiedyś ładnie nazwał.)

A jak rozumiem? Napisałem czas jakiś temu w książce Sławka Gołaszewskiego „Reggae Rastafari (regementarz)” takich kilka zdań:

Gdy pierwszy raz, z ojcem, byłem w drukarni (1957?) – nawet linotyp był sensacją: gazety, książki składano nadal czcionkami metalowymi. Prawie takimi samymi, jakie stosował Jan Gensfleisch. Czy tego chcemy czy nie – jesteśmy więc łącznikami. W różnych dziedzinach, różne nasze role, udział. Oczywiste. Ale przypominamy. Dziś rozmawiam ze Sławkiem o tej książce używając Skype’a. Lecz gdy myślę o ilustracjach do niej – wspominam („analogowe”, innych nie było) telefony z czarnego bakelitu, z ciężką słuchawką na sznurze o skomplikowanej plecionce.

Kultura jest i powinna być ciągłością. Bunt? Też. Ale i bunt jest przecież ciągły. A choć „składam” tę książkę normalnie (czyli cyfrowo) – wiem, że powinna być złożona ręcznie. (To dziś jeszcze możliwe – lecz o wiele, wiele droższe, z oczywistych powodów. Maszyna jest tania, bo szybka.)
Dlaczego ręcznie? Myśli tu zawarte wymagają skupienia…
mr makowski
O obrazkach w tej książce. »Regementarz« Sławka Gołaszewskiego
str. 428

Tak, bo i ja (oraz liczni inni, wiele przykładów) mam w sobie tę potrzebę: omnia mea mecum porto (co ponoć Bias z Prieny pierwszy powiedział) – zrobić wszystko samemu, z pomocą narzędzi, które są moje, które znam i umiem się nimi posługiwać. Nawet jeśli tylko na poziomie podstawowym: szycia, rysowania, wycinania, drukowania laserową drukarką. (To też przecież i punkowe: do it yourself / zrób to sam.) Taka praca rodzi skupienie.

A że powolna? Cóż… Od lat sądzę (i coraz bardziej), że tak właśnie warto: i tak za szybko żyjemy, dziś.

mr m.

ps.

strona wyżej – to luźna kartka, jeden obrazek, wyjęty przez samego Zbigniewa; tak, kiedyś od niego dostałem, gdy jeszcze mnie jakoś tolerował… (Dziś już chyba sam z sobą dialoguje.)

m.