„Pajac”: uwagi niepoważne.

Tak go nazywaliśmy. Może dla pokolenia ZMP był czymś innym – dla nas trwał jak Cytadela („…była punktem kontrolno-pacyfikacyjnym…”) w Warszawie: symbol obcego panowania. I gorszy, bo w Centrum. Ale też stały element krajobrazu; a to go jakoś… Czyniło znośniejszym. Każdy powrót z wakacji, kolonii (czy sanatoriów, to ja) kończył się wypatrywaniem z okien autobusu, pociągu: czy go już widać… Nareszcie!


Oto staloryt (chyba, nie znam się na technikach grafiki warsztatowej) Zbigniewa, niewielki, ledwie kilka cm podstawy. Kilka ich znalazłem, odbitki z tego samego stempla: wprawki. Ale temat ciekawy. To ich, młodych aktywistów, symboliczna Stolica, podnosząca się z ruin… Cóż: dla mnie to propaganda.

    Ale nie tylko: porównajmy ten rysunek-ryt – ze zdjęciem (w mini-galerii niżej) o wiele późniejszym, z początku lat 70. chyba. Z archiwum kogoś, kto mieszkał w okolicy (ul. Sienna) czyli Jacka „Dżeksonga” Onaszkiewicza: ta sama ekspresja. Ten sam smutek, przygnębienie, w sumie. O kompozycji nawet nie wspominając. (Zresztą pisałem o takich dalekich a bliskich podobieństwach w krótkim tekście-wkładce do „Przeglądu filozoficzno-literackiego”, 1/16/2007; a i sam mam jakieś zdjęcia z tamtych okolic, o podobnej ekspresji.)

„O Pałacu można długo, ale ta dawka powinna wystarczyć…” zakończę, niewiele tylko zmieniając zdanie, którym Wojtek Soporek, w redakcji Non Stopu (mieściła się przy ul. Hibnera; dziś znów to ul. Zgoda – z drugiej strony Pałacu przecież), uciął po trzech odcinkach „serial” nt. pewnego nudnego zespołu.
Wywołując nieukrywany żal Autora.

Formy z przeszłości to nasz nieustający problem: słuszne one – czy do wyburzenia.

Pałac dominuje tak dalece, że wypiera z naszej świadomości wszystko, co było wcześniej. Nie wiem, co musiałoby się zmienić wokół Pałacu, żeby osłabić jego siłę rażenia.

    Magdalena Stopa „Pałac Kultury stoi w miejscu, w którym kiedyś tętniło życie stolicy” (GW, rozm. Ewa Cichocka; 2015)

mr m.