„Ja jako komparatysta…” Dziś zdjęcie. Ale ani Zbigniewa ani moje ani nawet z Warszawy: no, nieco. Już tu pisałem o fotografiach, raz czy dwa. Ale to zdjęcie… Autorem jest Jan Bułhak (1876-1950), jeden z klasyków polskiej fotografii. Po wojnie mieszkał, pracował (z synem Januszem) tam, gdzie i my: Barbara, Zbigniew przez chwilę – i jako owoc ja. Bułhakowie to Krasińskiego 18 m. 1 – my najpierw 18 m. 20, później m. 24. Niedaleko więc.Ale nie z tego powodu kupiłem na aukcji zdjęcie z Gdańska.I nawet nie z powodu Artura Schopenhauera – którego ZbM często cytuje. 9 II 1981rozmawiając przez tel. z T. o Miłoszu przypomniałem sobie jego piękny bardzo wiersz o Gajcym, porównałem (eureka! ja jako komparatysta!)… Arthura Schopenhauera ORATIO DOMINICA:Unser Vater Homer, der du jetzt… itd.z W.B. Yeatsa: Homer is my example (…)Zbigniew Makowski z „Dziennika 1964” Kupiłem je dla oczywistych związków z tym, co Zbigniewa interesowało. Tak: umieściłby je w jednej ze swych licznych „książek”. (Cudzysłów: już pisałem, to często zeszyty są, co im wspaniałości nie ujmuje. Ale jednak większość szyta „zeszytowo” – sznurkiem, zwykle lnianym, szlachetnym.)I nawet nie idzie o schody: pierwsze, nieco banalne skojarzenie. Nie. O wiele ważniejszy jest „cień rzucony”. Tak: od kuli. Niesamowity zresztą: bo w „w powietrzu”. Cień i jego (niejako) brak. Cień nierzucony więc. Paradoksy. „CIEŃ RZUCONY” istnieje tylko przy istnieniu HORYZONTU. Jeżeli wysokość horyzontu = 0 tj. znajduje się na dolnej linii pola obrazu ———— „cień rzucony” przestaje istnieć (artysta pada na ziemię, horyzont biegnie do górnego pola obrazu).Zbigniew Makowski „Le tre di là” książka (2010) ZbM pisze często dlaczego / jak / po co / oraz: dlaczego nie. Problem cienia „rzuconego” towarzyszy mu jeszcze od czasów Akademii Sztuk (wtedy) Plastycznych. Ale i później, przez wiele lat. Przykłady? Ledwie kilka niżej w galerii, zainteresowani znajdą więcej bez wielkich poszukiwań nawet. Moje „uśmiercenie światła” nie dokonało się jednego dnia Walnej Batalii. Już w 1952…Zbigniew Makowski „ignotum per ignotius” książka (2008) Skąd u Zbigniewa tyle zastrzeżeń (napiszmy łagodnie) – do „cienia rzuconego”? Czy dlatego, że „negatywny”? Że miękki, bez-Foremny? Nie wiem. I nie chcę się domyślać. Nie jestem od tego.Ale nawet u niego można znaleźć klucze… 17 I 1981U Giorgione’a u innych, wczesnych, ta troska o zamkniętą konturem plamę, lęk przed rozsypywaniem się przedmiotów, ruchliwą tkaniną świateł, refleksów, cieni, półcieni. Stawaniem się. Dzianiem. Zbigniew Makowski z „Dziennika 1964” Czyli o cieniach – jednak nie ja. Ale za to nieskromnie sądzę, że jest sens głębszy – inaczej: związki tego zdjęcia Jana Bułhaka – i podobnych obrazów – z tym, co ZbM robił: to wojna. Ruiny. Zniszczenia. Upadek. „London bridge is falling down…” w wersji T.S. Eliota oczywiście, nie ten z ludowej angielskiej piosenki. Kryzys europejskiej cywilizacji którą Zbigniew tak wielbił. (Oczywiście chętniej po 1956 roku, wcześniej on i inni młodzi rewolucjoniści byli do niej bardziej sceptyczni, to ironia.)Nie tylko obrazy z Warszawy, wspominałem o Elblągu. A były i inne miasta, miasteczka (Wrocław, Braniewo…). Młody Zbigniew sporo jeździł po kraju. Napatrzył się.…Sat. (…jakby napisał Zbigniew). Może kiedyś. Dziś tak zostawię: znakomite zdjęcie sąsiada z Żoliborza – oraz kilka fragmentów rysunków mego ojca. Wszystko w rodzinie (to żart). A i ul. św. Ducha 45/47 – gdzie dom rodzinny Schopenhauerów (dawniej to numer 114 był, zmiany, zmiany, zmiany…) – też przecież niedaleko ruin z fotografii. Za rogiem.mr m. Zbigniew Makowski „ignotum per ignotius” książka (2008) Zbigniew Makowski „Kirke” książka (2005) Zbigniew Makowski „Omnibus laciniis se deuestit” książka (2008) Zbigniew Makowski „Le tre di là” książka (2010) Jan Bułhak (1949) Gdańsk, Stare Miasto Nawigacja wpisu Kołowrót fotografii naturalnych (1975)