Dwie kobiety.

Zapewne – jeśli je dobrze pamiętam – moja matka i Babcia: „ta pierwsza”. (To nie była moja „rodzona” babcia, o czym już wspominałem.) To obraz (datowany dziś przez ZM na 1957 r. / moim. zd. wcześniejszy…) na tekturze, dość zniszczonej, głównie na rogach. Marne olejne farby z tamtych czasów – też „robią” dziś swoje… Tektura zaś – to podklejka, gruba, pod jakieś zdjecie drużyny sportowej, piłkarskiej zapewne. Z tyłu opisany przez mego ojca, już w 2007 roku.
Ma też piękne liternictwo opisu zdjęcia na rewersie, klasyczną kaligraficzną antykwą, jakby renesansową: bliską garamondowi lecz bardziej jednak ozdobną – piórkiem i tuszem oczywiście… Autorstwa kogoś nieznanego, pewnie pana introligatora.
Ktoś, kto oglądał kiedyś obraz, powiedział trafnie: – Oj, chyba pan Zbigniew nie lubił tych pań… Ale ja bardzo go lubię, jakoś. Siła (+ wspomnień dzieciństwa), styl, maniera – i ten podkład z fotografii, dający drugi, inny wymiar: wszystko.
W trakcie moich ostatnich przeprowadzek chyba się zawieruszył – gdzie jest teraz? Nie wiem…
mr m.